your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Weekend z królem

Któż z nas nie lubi plotek, zwłaszcza z wyższych sfer? Popularność programów typu reality show ukazuje naszą skłonność do podglądactwa, do szukania informacji o innych, najlepiej kontrowersyjnych. A co powiecie na plotki z podwórka Franklina Roosvelta?
„Weekend z królem” to właśnie opowieść o tym, co dzieje się w domu amerykańskiego prezydenta na prowincji nad rzeką Hudson, do którego z wizytą przyjeżdża angielski król Jerzy VI, mający nadzieję na wsparcie USA w nadchodzącej wojnie w Europie. Nie jest to jednak wizyta stricte polityczna, daleka jest od surowych pertraktacji. Wydaje się jakby królewska para zjechała na przyjacielski piknik. I chociaż sprawa jest poważna a wizyta doniosła, Roosvelt czyni ją bardziej ludzką. W tle zresztą ujrzymy wiele jego prywatnych tajemnic.
Zwiastun filmu informuje widza, że jest to kontynuacja „Jak zostać królem”. Roger Michell próbuje kontynuować myśl Toma Hoopera, ale widać, że dzieje się to jedynie w warstwie fabularnej, przyczynowo-skutkowej, brak za to ambitnego klimatu wcześniejszego filmu. „Jak zostać królem” posiadało magię, która trudno było opisać i chociaż była kameralna i wielu mogła wydawać się nużąca, to jednak górowała w owym dziele jakaś doniosłość. „Weekend z królem” jest po prostu zabawny, a nawet rubaszny. Trudno oderwać od niego wzrok i się nudzić, ale jest to jedynie rozrywka plebejska.
Wydaje się łatwo zrobić film, odwołujący się do innego, nawet na poziomie samej budowy plakatu filmowego. Porównując oba dzieła zauważymy, że posługują się jednakową czcionką i charakterem, a także podpisem „Komedia oparta na faktach”. Jakkolwiek na takim zabiegu „powtórki z rozrywki” czy zainteresowania widza dalszymi losami bohaterów można sie poślizgnąć, co Michellowi prawie sie udało. W ostatniej chwili przed upadkiem zdołał złapać się tego, co utrzymało go jednak w pionie, a tym czymś stał się wszechobecny humor jego produkcji. To on bowiem sprawia, że film ogląda się bardzo dobrze.
Kontynuując, należy zwrócić uwagę na aktorów. Bill Murray jest wprost rewelacyjny w roli prezydenta Roosevelta. Chwilami zdaje nam się, że nas drażni, że wydaje nam się śmieszny i nieodpowiedzialny, ale nie potrafimy patrzeć na nikogo innego. Kradnie film wszystkim i znajduje się w centrum nawet wówczas, gdy go nie ma.
Kiedy odwołuje sie do jakiegoś filmu, nie można uniknąć porównania na stopie kreacji aktorskich tych samych postaci. Samuel West w roli króla Anglii jest równie urzekający co Colin Firth z oryginału. Widocznie powiela on nieporadność i urok kolegi, a co wiećej nadaje postaci Bertiemu więcej pewności siebie i ludzkich rysów. Niestety nie udaje sie to Olivii Colman w roli królowej Elżbiety. Jest ona nie tylko brzydka fizycznie (jako postać), lecz również negatywnie śmieszna oraz brak jej klasy, którą ukazała Helena Bonham-Carter. Elżbieta Colman jest kobietą irytującą i wyniosłą, nawet dla swojego męża.
Drugi plan filmu to historia oszukanych kochanek Roosvelta, w tym jego kuzynki Daisy. Powoli nawiązuje się między nimi przyjaźń, swoiście erotyczna, choć nigdy nie ujrzymy sceny łóżkowej z ich udziałem. Do tego sama postać Daisy jest byle jaka, pospolita i zastanawiamy się o co w tym wszystkim chodzi. Z czasem jednak wyjdzie na jaw, że większość kochanek Franklina to kobiety pozornie nie zasługujące na uwagę. Zresztą ten osobisty wątek filmu stanie się przyczółkiem największych i najpoważniejszych dramatów, jakkolwiek nie zakłóci sielskości samego dzieła.
Do wad należałoby zaliczyć przede wszystkim fakt zbyt dużej roli „angielskości”postaci, która o ile jest wspaniałą karykaturą i plusem w odniesieniu do postaci pary królewskiej, o tyle razi w przedstawieniu postaci amerykanów, zwłaszcza Daisy. Jest to jednak wada tak niewielka, że nie powinna przyćmiewać nam zabawy.
Co ważne film ukazuje nam nie tyle plotki z poziomu władzy, co fakt, że nawet ona bywa nieporadna jak niezdarny anioł przewracający zastawę stołową. I co najwazniejsze – nawet prezydent jednego z największych państw świata oraz król Anglii, poza swoimi tytułami i pozycjami, są jedynie zwykłymi ludźmi z przywarami, które nieraz dodają im uroku.

Ocena: 7,5 / 10

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook